Mikołaj Pałosz - Cellovator ~ Wiolonczelistyka.com

"Cellovator" - to tytuł autorskiej płyty młodego wiolonczelisty Mikołaja Pałosza. Jak ten tytuł rozumieć? Może: wiolonczelowy innowator? Płytę chciałbym polecić sympatykom muzyki współczesnej, ale także amatorom free improvisation, bo - mimo wszelkich różnic - sytuuje się ona bardzo blisko ich zainteresowań. Nie tylko dlatego, że spora część jej zawartości to improwizacje, ale też dlatego, że wielu zagranych przez Pałosza kompozycji można słuchać niemal tak jak improwizacji.

Erik Friedlander, Fred Lonberg-Holm, Ernst Reijseger, Günter Christmann - jeśli te nazwiska coś Wam mówią, sięgnijcie po Pałosza. Nie on jeden zresztą robi u nas ciekawe rzeczy. Wspomnieć trzeba przede wszystkim nazwisko Andrzeja Bauera, wiolonczelistę grywającego w różnych konstelacjach, m.in. z Leszkiem Możdżerem, a przy tym pedagoga. To właśnie z klasy Kazimierza Michalika i Andrzeja Bauera w warszawskiej akademii wyszli młodzi wiolonczeliści, dziś znakomici interpretatorzy muzyki współczesnej: Bartosz Koziak, Mikołaj Pałosz oraz Marcin Zdunik. Wszyscy trzej wspólnie grywają w grupie Cellonet Andrzeja Bauera.

Wróćmy do płyty. Wszystko jest na niej nietypowe dla polskiej fonografii: młody wiolonczelista jako solista, ambitny repertuar współczesny, przewaga utworów kompozytorów obcych (Dillon, Xenakis, Carter, Dutilleux), improwizacje... Dwie z nich, umieszczone na początku, to tylko przedsmak możliwości instrumentu i solisty: sonorystyczne efekty, które zapowiadają kompozycję Pawła Szymańskiego. Można przy niej tańczyć, potem staje się to trudne, ale nadal możliwe. Taneczność przechodzi w mechaniczność. Utwór to minimalistyczny, rytmiczny, powtarzający motyw w tysiącach wariantów, jak w kalejdoskopie. Dwa kolejne utwory, autorstwa amerykańskiego kompozytora Elliotta Cartera, zawierają wiele pomysłów brzmieniowych. Błyszczą miniatury sacherowskie, napisane przez Witolda Lutosławskiego i Henriego Dutilleux na zamówienie Mścisława Rostropowicza.

Wreszcie dwie najdłuższe, najbardziej bezkompromisowe kompozycje na wiolonczelę solo: Szkota Jamesa Dillona i słynnego Greka - Iannisa Xenakisa. Dillon robi z wiolonczelą wszystko, no prawie wszystko. Najpierw zaczyna nam o czymś opowiadać, potem zaś już się tylko bawi. Inaczej Xenakis - sonorystyczny, nieprawdopodobny, odrealnia wiolonczelę do tego stopnia, że chwilami słyszymy jakiś inny instrument, ale nie służy to zabawie, lecz wyrażeniu czegoś istotnego.

Mikołaj Pałosz znakomicie wykonuje ten trudny repertuar. Różnicuje tempo, dynamikę, pauzy i akcenty. Technika gry, trudności, efekty - to robi wrażenie, ale przecież nie tylko po to słuchamy muzyki... Jego improwizacje różnią się w wykonaniu od kompozycji, są cichsze, grane delikatniej, jakby niepewnie. Krótkie, ale treściwe i zróżnicowane. Stanowią intermedia lub wprowadzenia do następujących po nich utworów.

Nagrania dokonano z charakterystycznym pogłosem tak, aby dała się słyszeć akustyka pomieszczenia. Płytę wydano starannie, zaopatrzono we wnikliwy esej Jana Topolskiego, interesująco wypadła okładka, ilustrowana zdjęciami, które układają się w pewną opowieść...

Grzegorz Filip ( Nowa Muzyka)